Rozmowa z Mirosławem Lewińskim, dyrektorem Departamentu Energii Jądrowej w Ministerstwie Gospodarki
Rozmowa z Mirosławem Lewińskim, dyrektorem Departamentu Energii Jądrowej w Ministerstwie Gospodarki
Jakie działania w zakresie energetyki atomowej prowadzi obecnie Ministerstwo Gospodarki, a zwłaszcza kierowany przez Pana departament?
Zajmujemy się wieloma działaniami, od regulacji prawnych po działania medialne. Niedawno mieliśmy na przykład spotkania z ekspertami Międzynarodowej Agencji Energetyki Atomowej. Misja MAEA sprawdzała 19 obszarów, wprowadzania energetyki jądrowej w Polsce. Szczególnie zgodziliśmy się co do tego, że musimy zwrócić uwagę na rozwój zasobów ludzkich.
W jakich instytucjach lub firmach znajdą oni zatrudnienie?
W przyszłym roku planujemy między innymi utworzenie Narodowej Agencji Energetyki Jądrowej. Również Państwowa Agencja Atomistyki, jeżeli nie będzie miała odpowiedniej jakości specjalistów, o odpowiednich certyfikatach, to cały program może zanotować opóźnienia. Musimy mieć ekspertów, którzy m.in. dokonają oceny technologii, wydadzą zgodę na lokalizację. Mamy w Polsce tę komfortową sytuację, że wiadomo jednoznacznie, iż inwestorem pierwszych elektrowni jądrowych będzie Polska Grupa Energetyczna. Ale ona również, jak podkreślili przedstawiciele MAEA, musi mieć odpowiednich ludzi z doświadczeniem w budowie elektrowni atomowych, czy też w tzw. montażu finansowym. Jak pokazują doświadczenia, skonstruowanie całego modelu finansowania w tak ogromnym projekcie trwa od 2 do 4 lat.
Myśli Pan, że nie będzie problemu ze znalezieniem takich ludzi?
W okresie żarnowieckim, w latach 80-tych było wielu ludzi, którzy koordynowali przygotowania do tamtego projektu. Często wyjechali oni z kraju, współpracują na przykład z instytucjami regulacyjnymi w Europie czy Stanach Zjednoczonych. Mamy kontakt z takimi osobami i istnieje spora szansa, że będziemy mogli z czasem ściągnąć ich do kraju.
Czy Pana zdaniem nie ma ryzyka, że program budowy elektrowni atomowej w Polsce będzie się opóźniał?
Powiedziałbym w ten sposób: Polska jest w dużo lepszej sytuacji, niż mogłoby się wydawać. Weźmy na przykład pod uwagę kwestie bezpieczeństwa. Od 57 roku jesteśmy członkiem-założycielem MAEA. Jesteśmy w tym "towarzystwie". Chociaż mieliśmy 20 lat przerwy w praktycznym kontakcie z tą technologią, to z drugiej strony cały czas mamy w Świerku reaktor Maria do prac badawczych. Drugi (Ewa) jest wyłączony i przygotowywany do rozbiórki. Choć działa on tylko na skalę eksperymentalną, to zgodnie z przepisami musimy spełniać wszystkie standardy. Niedawno przetransportowano zużyte paliwo ze Świerku do Rosji. Wszystkie procedury zostały dochowane.
PGE podpisuje umowy o współpracy z kolejnymi zagranicznymi koncernami. Jak Pan myśli, która technologia ma największe szanse na to, by zostać zaimplementowana w Polsce?
O ostatecznym wyborze przesądzą analizy. Od strony Ministerstwa Gospodarki wytyczne są jasne: priorytetem są kwestie bezpieczeństwa. Warunki będą dwa: potrzebujemy reaktora generacji "III+", czyli takiego, który jest odporny na przykład na uderzenie samolotu. Po drugie, musi być to jednostka pasywna, czyli taka, która - w uproszczeniu - sama się wyłączy na wypadek odcięcia od zewnętrznego otoczenia. Wtedy nie wchodzi w grę ryzyko, że mógłby nastąpić niekontrolowany wybuch reaktora. Co więcej, warunkiem koniecznym dla nas jest to, by oferowana technologia miała certyfikat regulatora jednego z krajów UE i EOG (Europejski Obszar Gospodarczy) w dziedzinie energetyki atomowej.
Czy według Pana wiedzy technologie, które obecnie bierze pod uwagę PGE, mają takie certyfikaty?
Z tego co wiem, to wszystkie je mają, lub właśnie się o niego starają.
Czy Pana zdaniem wchodzi w grę to, by Polska kupiła reaktor rosyjski? Czasem w mediach pojawiają się takie rozważania i zawsze pojawiają się głosy, że w wymiarze polityczno-ekonomicznym mogłoby to być duże ryzyko.
My chcemy tylko, aby proces przygotowań do budowy był całkowicie apolityczny, najlepiej oparty na procedurach pochodzących z międzynarodowych instytucji. Państwo może zatwierdzić samą procedurę. O ostatecznym wyborze mają przesądzać tylko czysto ekonomiczne i sprawy bezpieczeństwa.
PGE podpisało już trzy memoranda o współpracy z firmami, z którymi prowadzi studia wykonalności dotyczące poszczególnych technologii i możliwości ich budowy w Polsce. Czy Pana zdaniem mogą pojawić się jeszcze nowi chętni?
Na światowym rynku jest sześć - siedem koncernów będących w stanie dostarczyć technologię jądrową własną, lub kupioną od kogoś innego. Moim zdaniem nie szkodziłoby, gdyby nawiązać kontakt ze wszystkimi i rozważyć wszystkie za i przeciw. My nie stawiamy w tej kwestii żadnych ograniczeń.
Jak wygląda kwestia wyboru lokalizacji pod polską elektrownię atomową?
Jak Pani wie, jest 27 możliwych lokalizacji, które znalazły się w rankingu sporządzonym przez grupę ekspertów. Obecnie PGE dokona wyboru kilku najlepszych ich zdaniem celem ich dokładniejszego zbadania (m.in. kwestie geologiczne, hydrologiczne, czy sejsmologiczne). Nawiązaliśmy współpracę z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Umowa jest taka, że w ciągu dwóch lat fundusz oceni lokalizacje wskazane przez PGE. W efekcie tych prac PGE dokona ostatecznego wyboru lokalizacji pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Umowa z NFOŚiGW przewiduje również analizy dotyczące tego, czy mamy w kraju złoża uranu, z których Polska mogłaby korzystać.
Kalendarz wydarzeń
| Mon | Tue | Wed | Thu | Fri | Sat | San |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 |
Wszystkie materiały są objęte prawem autorskim. Przedruk, powielanie, dystrybucja lub w innej, jakiejkolwiek formie, przetwarzanie, bez zgody Wydawcy jest zabroniony.
Działania wbrew powyższym zapisom skutkują odpowiedzialnością karną wynikającą z prawa autorskiego i praw pokrewnych.
Copyright © 2010 by elektrownia-jadrowa.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.