„Co wynika z dyskusji o energetyce jądrowej u Balcerowicza?”, Ireneusz Chojnacki, wnp.pl

Fundacja FOR ocenia, że brakuje nam debaty publicznej o energetyce, a rząd oznajmia swoje decyzje, otwarcie nie analizując alternatyw, choć skutki jego wyborów, takich jak budowa elektrowni jądrowych czy wykorzystanie złóż gazu łupkowego, wpłyną na tempo rozwoju gospodarki przez kilkadziesiąt lat.

Fundacja FOR założona przez prof. Leszka Balcerowicza, który jest jej wyłącznym fundatorem, zorganizowała wczoraj dyskusję na temat energetycznej perspektywy dla Polski. Wzięli w niej udział m.in. Tadeusz Syryjczyk - minister w rządach Tadeusza Mazowieckiego i Jerzego Buzka - oraz prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej. Do spotkania z dziennikarzami doszło, bo, jak ocenili inicjatorzy dyskusji, brakuje debaty publicznej o energetyce. Dyskusję prowadził prof. Leszek Balcerowicz. 

Tadeusz Syryjczyk ocenił, że poza zainteresowaniem publicznym pozostaje kwestia integralności sieci elektroenergetycznych w ramach Unii Europejskiej, a także bliższy wgląd w prognozy dotyczące bilansu energetycznego Polski i sposobów jego równoważenia. Przywołując założenia Polityki energetycznej Polski do 2030 roku, postawił pytanie, czy nie jest przeszacowane przewidywane zużycie energii elektrycznej, co determinuje inwestycje, a ponadto ocenił, że ze względu na długookresowe założenie utrzymywania wydobycia węgla, który będzie drożał, na stałym poziomie przydałaby się zewnętrzna weryfikacja założeń władz co do przyszłości przemysłu węglowego. 

- Bezpieczeństwo energetyczne obejmuje kwestie pewności dostaw energii, ale po rozsądnej cenie. Nie ma bezpieczeństwa za wszelką cenę. Można sobie wyobrazić, że energia bardzo podrożeje i nie będziemy jej potrzebowali, bo upadną przemysły, które ją zużywają. Nie ma dowolnej ceny bezpieczeństwa energetycznego, bo po przekroczeniu pewnej bariery już nie potrzebujemy energii - mówił Tadeusz Syryjczyk. 

Krytycznie do dokumentu Polityka energetyczna Polski do 2030 roku odniósł się także prof. Władysław Mielczarski. Ocenił go jako dokument małej rangi, gdzie zapisuje się wszelkie życzenia, a działania rządu w przypadku energetyki uznał za cokolwiek woluntarystyczne. 

- U nas brakuje dyskusji w szerszym gronie. Brakuje obywatelskiego społeczeństwa, gdzie wszyscy mogliby się wypowiedzieć (…) Gdybyśmy dzisiaj zdecydowali się budować elektrownie atomową, to ją wybudujemy za 15 lat, a może nawet za 20. Ona będzie pracowała do roku 2080 , a rozbierać będziemy ją przez następne 100 lat. To jest decyzja kluczowa, nie mówiąc o tym, co będzie z odpadami, która zapada poza społeczeństwem i dlatego potrzeba nam dyskusji, czy bierzemy to ryzyko na siebie, czy może są inne rozwiązania - ocenił prof. Władysław Mielczarski. 

Tadeusz Syryjczyk w kontekście programu rozwoju energetyki jądrowej wskazał, że w przypadku rynku energii elektrycznej nie istnieje coś takiego jak ogólny bilans systemu, bo w praktyce występuje tak naprawdę bilansowanie popytu i podaży zależne od pór roku i doby. W rezultacie część elektrowni pracuje dłużej, a część krócej i w przypadku tych pracujących krócej dla cen energii istotne są raczej nakłady inwestycyjne niż ceny paliwa. 

- Elektrownia jądrowa ma bardzo wysokie koszty inwestycji przy mniejszych kosztach paliwa. To znaczy, że w każdej megawatogodzinie energii produkowanej przez taką elektrownię koszt zwrotu inwestycji jest bardzo wysoki. Komponent zwrotu z kapitału zabija efekt, jaki daje tańsze paliwo i stąd jeżeli mamy dyskutować, czy elektrownia jądrowa będzie się w Polsce kalkulowała, to pytanie jest, ile będzie godzin pracować rocznie, jaki będzie koszt kredytu, jakie będą ceny CO2 - mówił Tadeusz Syryjczyk, który ocenił, że w przypadku elektrowni jądrowej wysokie koszty inwestycyjne równoważone są niską ceną paliwa pod warunkiem, że pracuje ponad 6 tys. godzin rocznie. 

Prof. Władysław Mielczarski przedstawił swoją ocenę kosztów produkcji energii elektrycznej na 2020 rok przy założeniu, że pozwolenie na emisje CO2 kosztowałoby 40 euro. Powiedział, że wówczas koszt produkcji 1 MWh energii z gazu będzie na poziomie 370 zł, z węgla na poziomie 400 zł, a z paliwa jądrowego na poziomie 750-800 zł, ale biorąc pod uwagę koszty poprawy technologii jako następstwo katastrofy w Fukushimie. Bez tych spodziewanych dodatkowych kosztów koszt produkcji 1 MWh z atomu prof. Mielczarski oszacował na około 600 zł. Nie bez powodu nie wyglądał jednak na specjalnie zafrasowanego. 

- Ja twierdzę z całą stanowczością, kładąc swój cały autorytet, że w Polsce nikt nie wybuduje elektrowni atomowej. Z tej prostej przyczyny, że nie ma na to pieniędzy - stwierdził prof. Mielczarski, którego zdaniem uzyskanie po awarii w Fukushimie kredytu na budowę elektrowni jądrowej jest mało prawdopodobne, a dla PGE niemającej doświadczenia w energetyce jądrowej tak samo niemożliwe jak pozyskanie udziałowca mniejszościowego.
 


 

Kalendarz wydarzeń

Mon Tue Wed Thu Fri Sat San
     1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
O portalu | Korzystanie z serwisu | Kontakt w sprawie partnerstwa | Zastrzeżenia prawne

Wszystkie materiały są objęte prawem autorskim. Przedruk, powielanie, dystrybucja lub w innej, jakiejkolwiek formie, przetwarzanie, bez zgody Wydawcy jest zabroniony. Działania wbrew powyższym zapisom skutkują odpowiedzialnością karną wynikającą z prawa autorskiego i praw pokrewnych.
Copyright © 2010-2016 by elektrownia-jadrowa.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.